Studnia życzeń
POWIEŚĆ
Katarzyna Leżeńska
FRAGMENT 2

Prószyński i S-ka
lipiec 2005

Gruner+Jahr
listopad 2006

Prószyński i S-ka
wersja audio
kwiecień 2010
Hanka pamiętała dom pradziadków jak przez mgłę i w większości były to wspomnienia z dzieciństwa. Jako dorosła osoba rzadko bywała w Narwi, pochłonięta własnymi sprawami.
Zaparła się, by załatwić sprawę, nie zwlekając, nie jako potencjalny kupiec, ale dlatego, że poczuła się osobiście urażona upartym milczeniem – jakkolwiek by było – rodzonej siostry jej zmarłej babci. Niestety, pani Trofimczuk (w ustach zawodowo uprzejmego pracownika kancelarii brzmiało to przez telefon: "frau Trouchk") i tym razem była nieosiągalna.
– Kim my niby dla niej jesteśmy? – gorączkowała się oburzona. – Nie mogła się nawet zmusić, żeby napisać choćby dwa zdania, po tym, jak dostała telegram?
Ojciec Hanki pokręcił głową z powątpiewaniem.
– Musi mieć już dobrze po osiemdziesiątce. Może nie daje rady sama pisać.
– Pewnie – fuknęła Hanka. – Jest ślepa, głucha i ma artretyzm albo paraliż obu rąk, ale pieniądze pewnie chętnie przyjmie.
– Nie przesadzaj. Dużych pieniędzy z tego nie będzie – wtrąciła się matka Hanki. – A Jula widocznie nie chce mieć z nami nic wspólnego.
Hanka i jej ojciec spojrzeli po sobie. Ileż razy mieli jeszcze słuchać wywodów na ten wyobracany już na wszystkie strony temat?
– Tylko w takim razie ma to ręce i nogi – ciągnęła matka. – I nawet wydaje się dość logiczne, skoro przez tyle lat unikała jakiegokolwiek kontaktu. Umarła jej siostra, ostatni członek rodziny, który ją znał i pamiętał. Cześć pieśni.
"Studni życzeń"
w wersji audio (mp3),
czyta Magdalena Wójcik:
• fragment 1
• fragment 2
• fragment 3
– Zdawałoby się – mruknął ojciec – że na starość nawet najbardziej skłócone z rodziną "czarne owce" szukają oparcia wśród swoich.
– Szczególnie w filmach familijnych – prychnęła matka.
– To z całą pewnością jakaś romantyczna, zawiła historia – rozmarzyła się Hanka, ale matka spojrzała z powątpiewaniem.
– Nie wiem – mruknęła. – Gdyby była romantyczna albo chociaż ciekawa, to chyba ktoś by mi ją prędzej czy później opowiedział. Zresztą ja też nie lubię tego domu.
– Dlaczego? – zainteresował się ojciec. – Ja się tam zawsze dobrze bawiłem.
– Boście się z moim ojcem od progu urzynali babcinym winem z rabarbaru – przypomniała matka Hanki z kwaśną miną. – Pamiętasz, jak uczyłeś babcię tańczyć twista?
– A tak, babcia Katarzyna, urocza staruszka... – zaczął ojciec, ale urwał, widząc spojrzenie swojej żony.
– Kochanie, w tej rodzinie nie ma i nigdy nie było uroczych staruszek – powiedziała pewnie.
Hanka miała już na końcu języka dowcipny komentarz, powstrzymała się jednak, podobnie jak ojciec…
Poprzedni fragment
Następny fragment
Copyright © Katarzyna Leżeńska 2005–2025